Maszyna z czasów, kiedy motocykle robiono z metalu, a nie z przetworzonych kubeczków po jogurcie. Silnik 1170 cm³, 98 koni mechanicznych i uwaga, hit – zaledwie 25 680 km przebiegu. Sprzęt od pierwszego właściciela, z drobnymi rysami. Ale umówmy się: GS bez rysy jest jak żołnierz bez blizny albo terenówka, która błoto widziała tylko w reklamie. Te parę zadrapań to po prostu certyfikat autentyczności, że motocykl żył, a nie tylko stał pod kocem.
Słuchajcie, powiedzmy sobie wprost i bez owijania w bawełnę. Złośliwi mówią, że to moto nie skręca, nie hamuje i nie przyspiesza. I wiecie co? Mają trochę racji! Jak odkręcasz manetkę, to nie wyrywa rąk ze stawów jak sportowy japończyk – zbiera się raczej jak lodołamacz, dostojnie i z uporem. Hamulce? No są, działają, ale fizyki i tej masy nie oszukasz, to nie jest lekka wyścigówka. A w zakrętach czujesz się czasem, jakbyś sterował meblościanką.
Ale wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Ten sprzęt i tak jest absolutnie zajebisty. Ma w sobie to „coś”, co sprawia, że wsiadasz i nie chcesz schodzić. Dlaczego? Oto 5 powodów, dla których ten kloc uzależnia:
- Komfort kanapy z salonu: Jedziesz tym pięćset kilometrów ciurkiem, schodzisz z motocykla i masz ochotę iść na biesiadę, a nie do fizjoterapeuty. Tyłek i kręgosłup dziękują ci na każdym kilometrze.
- Zawieszenie, które połyka wszystko: Telelever i Paralever robią tu taką robotę, że polskie dziury, szutry czy krawężniki przestają istnieć. Jedziesz po tarce, a czujesz się, jakbyś płynął pontonem po spokojnym jeziorze.
- Pancerny silnik (olejak): Ten bokser jest prosty jak konstrukcja cepa i nie do zajebania. Będzie chodził na wszystkim, co przypomina paliwo, a dźwięk tego silnika na wolnych obrotach brzmi jak dobrze naoliwiona maszyna rolnicza. Czysta mechanika, zero zbędnej elektroniki, która mogłaby strzelić fochy na środku pustkowia.
- Ładowność tira: Możesz spakować trzy kufry, namiot, pół warsztatu, partnerkę, a ten czołg nawet nie zauważy, że coś mu doszło na plecy. Dalej jedzie przed siebie jak taran.
- Pewność i święty spokój: Na tym motocyklu po prostu wiesz, że dojedziesz do celu. Choćby się waliło i paliło, GS dowiezie cię na koniec świata i z powrotem, dając przy tym poczucie absolutnego bezpieczeństwa.
I teraz najlepsze – jak upolować taki egzemplarz? No sami wiecie, że na polskim rynku znaleźć sztukę z takim przebiegiem i od jednego właściciela to jak wygrać w totka. I tutaj wjeżdża całe na biało eurobikero.com. Chłopaki mają niesamowitego nosa i wybierają z rynku właśnie takie perełki, prawdziwe motocyklowe kąski, a potem sprawnie importują je do kraju. Żadnego ulepiania z trzech, żadnego kręcenia liczników. Czysty, pewny towar.
Ten konkretny egzemplarz poszedł za 20 000 PLN w tak zwane dobre ręce. I powiem Wam szczerze: nowy właściciel zrobił interes życia. Ten motocykl był wart spokojnie ze 22 000 PLN, więc kupiec dostał gruby prezent. Ale nie żałuję ani złotówki, bo zanim oddałem kluczyki, zaliczyłem na nim weekend w Górach Sowich. Te widoki, te winkle i ta czysta przyjemność z jazdy – to wszystko było moje, całkowicie gratis. Maszyna już cieszy kogoś innego, a Wy pilnujcie oferty na eurobikero.com, bo zaraz wjedzie tam kolejny sztos!







